Radosław Maćkowski

doradca podatkowy

Jestem doradcą podatkowym, prawnikiem z kilkunastoletnim doświadczeniem w doradztwie podatkowym dla przedsiębiorstw z sektora healthcare & life sciences (farmaceutyki, wyroby medyczne, apteki, usługi medyczne, kosmetyki) oraz innych branż, w tym marketingowej, spożywczej, napojów alkoholowych, budowlanej, nieruchomościowej i IT. Jestem współtwórcą zespołu kancelarii MVP TAX.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Konkursy dla farmaceutów i podatki (I)

Radosław Maćkowski15 października 2018Komentarze (0)

Dostaję dużo pytań pt. panie mecenasie, czy można zorganizować konkursy dla farmaceutów? Odpowiadam, że w zasadzie to z podatkowego punktu widzenia, można zorganizować wszystko: loterię, konkurs sprzedażowy, konkurs wiedzy, a nawet konkurs fotograficzny. Niemniej różne aktywności będą miały różne skutki podatkowe dla organizatora konkursy jak i jego uczestnika.

Zwolnienia z PIT

Konkursy dla farmaceutówW zasadzie PIT to jedna z największych zagwozdek, jeśli chodzi o rozliczanie konkursów skierowanych do aptekarzy. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czy i jaki podatek dochodowy należy zapłacić od nagród wydanych farmaceutom oraz kto jest ewentualnym płatnikiem takiego podatku (podmiotem odpowiedzialnym za rozliczenie podatku dochodowego do wygranych). Dziś poruszę tylko jeden aspekt podatkowy, z którym są związane konkursy dla farmaceutów. Chodzi o możliwość zastosowania zwolnienia z PIT. Inaczej mówiąc, czy ten podatek na pewno trzeba zapłacić w sytuacji konkursowej?

O innych podatkowych aspektach, w tym na przykład o opodatkowaniu nagród 10% zryczałtowanym podatkiem, w kolejnych wpisach z tej serii.

Konkursy dla farmaceutów i konkursy wiedzy?

Załóżmy, że Twoja firma organizuje konkursy dla farmaceutów wspomagające sprzedaż Twoich produktów (np. suplementów diety albo kosmetyków). Farmaceuta musi wykazać się pewną podstawową wiedzą o Twoich produktach, żeby zakwalifikować się do drugiego etapu konkursu. W drugim etapie konkursu będzie premiowana aktywność sprzedażowa farmaceuty (czyli np. ilość skutecznie rekomendowanych i sprzedanych klientom apteki kosmetyków).

Czy do takiego konkursu można zastosować zwolnienie z PIT określone w art. 21 ust. 1 pkt 68 ustawy o PIT? Ha, byłoby zbyt łatwo, a fiskus nie lubi prostych rozwiązań. Trzeba pamiętać że ten przepis pozwala zwolnić z PIT nagrody o wartości do 2000 zł pod warunkiem, że wygrane są wydawane:

  • w grach i konkursach organizowanych oraz emitowanych (ogłaszanych) przez środki masowego przekazu (prasa, radio i telewizja) [no cóż, jeśli nie jesteśmy stacją radiową czy telewizyjną albo portalem internetowym, ciężko będzie zastosować to zwolnienie; a nawet jeśli mamy stronę internetową albo profil na Facebook’u to według organów nie należymy do mass mediów –  por. wyrok NSA 27 marca 2015 r. – sygn. akt II FSK 414/13]
  • w konkursach z dziedziny nauki, kultury, sztuki, dziennikarstwa i sportu [może być ciężko uzasadnić, że podanie kilku informacji o sprzedawanych kosmetykach czy suplementach pozwoli kwalifikować nasze akcje jako konkursy z dziedziny nauki czy sztuki].

Dodatkowo powyższe zwolnienie może być stosowane w związku ze sprzedażą premiową towarów lub usług. Ale uwaga! Aktywność marketingowa związana ze sprzedażą premiową musi być skierowany do ostatecznego klienta/konsumenta – por. wyrok  NSA z 1 grudnia 2015 r. (II FSK 2075/13), 20 stycznia 2015 r. (II FSK 202/13 oraz II FSK 232/13).

W tym ostatnim przypadku pamiętaj, że zwolnienie od podatku nagród związanych ze sprzedażą premiową towarów lub usług nie dotyczy nagród otrzymanych przez podatnika w związku z prowadzoną przez niego pozarolniczą działalnością gospodarczą (stanowiących przychód z tej działalności).

Tak czy inaczej, nieważne czy Twój farmaceuta prowadzi działalność gospodarczą czy nie, raczej trudno będzie mu skorzystać z powyższego zwolnienia z podatku dochodowego. No, chyba że zorganizujesz prawdziwy konkurs z dziedziny nauki. Na przykład na najlepszą pracę naukową na temat praktycznego zastosowania określonych cząsteczek lub związków chemicznych występujących w Twoich kosmetykach/suplementach/farmaceutykach. Ale wtedy część sprzedażowa słabo pasuje do tej całej konstrukcji.

Jeśli nie konkurs z wiedzy, to…?

No cóż, jeśli konkurs z wiedzy nie spełnia Twoich oczekiwań, trzeba zastanowić się nad możliwością zastosowania innych zwolnień z PIT. Albo nad zapłatą podatku dochodowego (ech, czasami się nie da tego uniknąć). Jeśli chcesz podatkowo rozliczać konkursy dla farmaceutów w najbardziej efektywny sposób, mogę podzielić się moim doświadczeniem. I pomóc Ci i Twojej firmie w tym zakresie.

*****

Polecam najnowszy wpis mecenasa Wojciech Pietrasiewicza z blogu „Kulturalnie o podatkach” poświęcony skutkom podatkowym importu usług kulturalnych. A jeśli nie masz już dość podatków, to tradycyjnie polecam moje Niepodatkowego Rozbójnika.

Dziś szybki, spontaniczny wpis spowodowany informacją w sprawie nowej matrycy stawek VAT. Jak wynika z dzisiejszego wywiadu z Minister Finansów – Teresą Czerwińska, w połowie listopada pojawi się właśnie nowa matryca stawek VAT (wywiad). Na szczęście nowe stawki VAT nie będą wdrażane równo z Nowym Rokiem. Nie oszukujmy się – taki termin byłby nierealny. Ale warto wobec tego zastanowić się kiedy realnie nowa matryca stawek VAT będzie mogła wejść w życie.

Będzie prościej?

Nowa matryca stawek VATNowe stawki VAT oznaczają dla przeciętnego przedsiębiorcy rewolucję w rozliczeniach VAT. Pół biedy jeśli sprzedaje w miarę jednolite towary (np. elektronikę, telefony) albo usługi (np. doradztwo podatkowe) podlegające 23% stawce. Ale schodki zaczynają się już na przykład dla producentów i dystrybutorów żywności, w tym suplementów żywności. Równie duże znaczenie nowa matryca stawek VAT będzie miała dla producentów i dystrybutorów leków czy wyrobów medycznych.

I teraz warto się zastanowić, czy krótki okres pomiędzy wyborami samorządowymi (przełom października i listopada 2018 r.) oraz wyborami parlamentarnymi (jesień 2019 r.) to dobry czas na tego typu reformy? Co prawda minister finansów zapewnia, że:

(…) w matrycy chcemy maksymalnie uprościć system stawek VAT, zapewnić prostotę, przejrzystość i przyjazność w stosowaniu poprzez wprowadzenie zasady jednej stawki dla całych, w miarę możliwości, grup towarów oraz stworzenie załączników do ustawy w taki sposób, żeby w ramach danej pozycji znajdowała się jak największa grupa towarów albo usług, przy jednoczesnym maksymalnym ograniczaniu liczby wyjątków.

Chodzi o zlikwidowanie absurdów dotyczących różnych stawek, na przykład na lody płynne i na patyku?

Bez wątpienia, chcemy wyeliminować absurdy. Na przykład różne stawki na musztardę i sos musztardowy, pieczywo o krótkim i długim terminie ważności, ciastka itp. To ma uprościć prowadzenie biznesu.

Może to czarnowidztwo, ale z doświadczenia wiem, że w naszym kraju rządzący chcąc ułatwić i uprościć podatki wielokrotnie osiągali odwrotny efekt.

Nowa matryca stawek VAT – konsultacje publiczne

Tak więc żmudny i skomplikowany proces konsultacji publicznych nowego projektu będzie przebiegał w bardzo gorącym wyborczo okresie. Co z tego wyniknie? Nie wiem. Na pewno jednak sporo branż będzie musiało w tych konsultacjach uczestniczyć, żeby zadbać o swoje interesy. I naturalnie interesy różnych branż oraz interesy fiskusa będą się ścierać w tym newralgicznym, międzywyborczym okresie.

Można podnieść argument, że tak naprawdę zawsze trwa okres międzywyborczy, krótszy lub dłuższy. Ale akurat w tym przypadku mamy do czynienia z kumulacją wyborczą, „combo” wyborczym. Czyli najważniejszymi wyborami umiejscowionymi w kalendarzu w okresie zaledwie kilkunastu miesięcy (od jesieni 2018 do wiosny 2020).

Będzie więc gorąco. I moim  zdaniem dlatego cały proces konsultacji ze względu na swoje skomplikowanie może się znacznie przedłużyć. Przewiduję, że stawki VAT na towary szczególnie wrażliwe społecznie, czyli żywność, leki czy wyroby medyczne będzie budzić dużo kontrowersji. Co stawia prognozowane wprowadzenie nowej matrycy w 2019 r. pod dużym znakiem zapytania.

*****

Chcesz rzetelnie przygotować swoją firmę do nowej matrycy stawek VAT? I nie chodzi tylko o przedsiębiorstwa z branży healthcare & life sciences. Zapraszam do kontaktu.

O tym jak można to zrobić piszę w jednym z pierwszych wpisów na blogu: Jak przygotować się do zmiany stawek VAT (od 2019 r.). Natomiast więcej o znaczeniu nowej matrycy stawek VAT tu: Zmiana stawek VAT – projekt nowej matrycy VAT na jesieni 2018 r..

 

Podatek od reklamy leków (podatek Garattiniego)

Radosław Maćkowski08 października 2018Komentarze (0)

Podatek od reklamy leków, zwany podatkiem Garattiniego wraca na salony polskiej legislacji. Cóż to jest, kto pierwszy wprowadził taki podatek, jak i przez kogo dochody z tego podatku będą w Polsce wykorzystane?

Po co wprowadzać podatek od reklamy leków?

Podatek od reklamy lekówNiektórzy twierdzą, że nadmierne wydatki firm farmaceutycznych (szacowane na prawie 1/4 wartości przychodów tych firm) są generalnie szkodliwe. Między innymi dlatego, że koszty marketingowe przekładają się na ostateczne ceny leków, a cytując inżyniera Mamonia:

No i panie, kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci, my płacimy. To są nasze pieniądze, proszę pana. Społeczeństwo.

Nie jest to więc ani w interesie pacjenta, szpitala czy Narodowego Funduszu Zdrowia. Jak twierdzą Tomasz Hermanowski i Aleksandra Drozdowska z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego:

Koszty marketingowe firm są w znacznej mierze kosztami pustymi, których nadmierny poziom nie służy ani interesowi pacjentów, ani instytucji służby zdrowia, ani nawet – paradoksalnie – samych firm, zmuszanych przez konkurencję do nadmiernych wydatków. [Link do artykułu z 2012 r. pt. „Opodatkowanie reklamy leków”]

Można polemizować z powyższą tezą. Natomiast zwolennicy tego podatku twierdzą, że jest on rodzajem daniny nakładanej w celu zniwelowania negatywnych skutków efektów zewnętrznych. W tym przypadku podatek od reklamy leków miałby niwelować efekty nadmiernych wydatków na tę reklamę. Tego typu podatki mają nawet swoją nazwę – chodzi o tzw. podatki Pigou. Arthur Cecil Pigou był żyjącym w latach 1877-1959 brytyjskim ekonomistą i profesorem na Uniwersytecie Cambridge. Innym przykładem podatku Pigou jest podatek węglowy lub akcyza na alkohol i tytoń.

Podatek od reklamy leków – trochę historii

Podatek od reklamy leków wprowadzili Włosi w poprzednim dziesięcioleciu, gdy w 2005 roku Włoska Agencja ds. Leków (AIFA) rozpoczęła program wspierania niezależnych badań klinicznych. Jego finansowanie było możliwe właśnie dzięki polityce lekowej wprowadzającej podatek od reklamy leków. Firmy farmaceutyczne działające na terenie Włoch zobowiązano do wpłacania do narodowego funduszu niezależnych badań klinicznych kwoty równej 5% rocznych wydatków na działalność promocyjną. Co ciekawe, 50% z tak uzyskanych funduszy przeznaczono na finansowanie niezależnych badań. Natomiast pozostałe 50% wydatkowano na refundację leków ratujących życie, dotychczas niewprowadzonych do obrotu oraz leków sierocych. Zapytasz, a co to właściwie jest lek sierocy? To lek wykorzystywany w leczeniu chorób rzadko występujących. Takich jak między innymi mukowiscydoza, porfiria, hemofilia, rdzeniowy zanik mięśni, zespół kociego krzyku, zespół Turnera czy choroba Huntingtona.

W Polsce podatek Garattiniego był przedmiotem prac legislacyjnych w 2010. W tymże roku Ministerstwo Finansów przyznało się do tego w odpowiedzi na interpelację poselską nr 16478 w sprawie racjonalizacji polityki fiskalnej państwa wobec przedsiębiorców. I teraz te dyskusje na ten temat znowu wracają. Dlaczego?

Jak będzie wykorzystany podatek Garattiniego w Polsce?

Podatek od reklamy lekówDochody z polskiej wersji podatku Garattiniego miałyby zasilić powstającą właśnie Agencję Badań Medycznych (ABM). Podatek od reklamy leków zapewniłby więc środki głównie na finansowanie badań klinicznych nad innowacyjnymi cząsteczkami lub wyrobami medycznymi. Z jednej strony rozsądne zdefiniowane wydatków marketingowych na leki i mądre spożytkowanie środków przez ABM mogłoby być argumentami za wprowadzeniem tego podatku.

Z drugiej jednak strony każdy podatek ma jakieś efekty uboczne. Jak pisałem o podatku cukrowym w artykule dla jednego z portali portali podatkowo-prawnych, wprowadzenie tzw. sugar tax także ma szczytne cele (ograniczenie spożycia niezdrowych słodzonych, gazowanych napojów). Ale koniec końców może zwiększyć (i de facto zwiększa) zużycie przez producentów napojów sztucznych słodzików, których długotrwałe działanie na ludzki organizm jest niewiadomą. Do tego, w przypadku wprowadzenia podatku Garattiganiego dochodzi jeszcze większe skomplikowanie i tak już nadmiernie skomplikowanego polskiego systemu podatkowego. Dodatkowy podatek to także średnia zachęta dla dodatkowych zagranicznych inwestycji w przemysł farmaceutyczny. Pytanie też czy ten podatek byłby na rękę rodzimym firmom farmaceutycznym, które w dużej mierze produkują leki generyczne?

Z podatkiem od reklamy leków jest związanych wiele wątpliwości.  Nie wiadomo czy dyskusja nad nim nie skończy się jak w 2010 (choć teraz to jest mniej prawdopodobne). Jak to mówią Rosjanie: поживем, увидим.

*****

Chcesz poczytać także moje niepodatkowe wpisy? Zajrzyj na najnowszego Niepodatkowego Rozbójnika – pt. „Warszawa w pigułce”.

Niepodatkowy Rozbójnik #5: Warszawa w pigułce

Radosław Maćkowski04 października 2018Komentarze (0)

Blog pt. „Podatki na Zdrowie”, więc proponuję wpis pt. „Warszawa w pigułce”. Taki suchar na dzień dobry ;-). Ale ten wpis miał się zacząć pierwotnie od dialogu „podsłuchanego” gdzieś w Polsce:

– Wow, ale się fajnie z tobą gada!

– I vice versa.

– Skąd jesteś?

– Z Warszawy.

– Aha…

Nie macie tak czasami? Jako flancowany (przyjezdny) warszawiak w zasadzie nie powinienem mieć z tym problemu. Ale z drugiej strony pokochałem to miasto zupełnie jak leguralny warszawiak (choć początki tej miłości dla przybysza z Mławy były trudne). Jednak tematem wpisu jest nie to skąd kto pochodzi, tylko „Warszawa w pigułce”. A w zasadzie poznawanie własnego miasta od nowa, bycie we własnym mieście turystą. Jak to zrobić?

Spacerem na „partyzanta” po Warszawie

Warszawa w pigułce

„Mam tak samo jak ty…”

W Warszawie mieszkam już równo dwadzieścia lat, czyli dłużej niż przez połowę mojego życia (co się niedługo zresztą zmieni, bo lata płyną nieubłagalnie ;-). Ale im dłużej tu mieszkam, tym bardziej zdaję sobie sprawę jak mało wiem o tym mieście.

Dobrą okazją do bycia turystą i poznania Warszawy (ale nie tylko) są 1-3 godzinne spacery lub wyprawy rowerowe z przewodnikami. Lecz nie te organizowane przez PTTK czy komercyjne biura podróży, ale przez przewodników-„partyzantów”. Choć zwykle mają oni uprawnienia do oprowadzania turystów po Warszawie, to nie prowadzą tej działalności w super sformalizowany sposób. Za narzędzie pracy wystarczy im wiadomy portal społecznościowy lub strona internetowa (jak np. Praska ferajna) – żeby zebrać chętnych. Do tego mikrofon z głośnikiem (z czego znane są Wesołe spacery po Warszawie), kilka-kilkanaście zdjęć poglądowych (często rycin starej Warszawy) i kilka-kilkadziesiąt tysięcy godzin spędzonych na edukacji. W bibliotekach, na wykładach o historii Warszawy, w sieci, itd. Szczególnie imponującą wiedzą o Warszawie dysponuje zwłaszcza Piotr Wierzbicki (Warszawa na Wyrywki), autor zresztą przeciekawej książki pt. „Podchmielona historia Warszawy”  (o której popełnię kiedyś Niepododatkowego Rozbójnika).

Spacer i Warszawa w pigułce

Warszawa w pigułceTo co te spacery oferują, to Warszawa w pigułce, a w zasadzie w pigułkach. Bo nie da się Warszawy poznać w jeden czy dwa dni, na jednym czy dwóch spacerach.

Jak wygląda taki spacer z przewodnikiem-„partyzantem”? Najpierw oczywiście przewodnik wymyśla temat i przygotowuje się do spaceru. Jak? to już wspomniałem – wertując książki, sieć, wysłuchując wykładów, oglądając filmy, itd. Ale tej części pracy oczywiście nie widzimy. Tematem spaceru może być np. Wieczorny spacer z adrenaliną po Łazienkach Królewskich albo Spacer historyczny wokół Cytadeli. Ja zresztą lubię spacery po miejscach mniej oczywistych turystycznie, na przykład: Kozia Górka – egzotyczne peryferia Grochowa lub Gocław (na ten ostatni spacer planuję się zresztą wybrać, jak tylko będzie dostępny).

Później spacer jest ogłaszany (na stronie internetowej lub za pomocą wiadomego portalu społecznościowego). W określonym miejscu i czasie zbierają się uczestnicy, żeby wraz z przewodnikiem zwiedzić per pedes (a czasami na rowerze) dane miejsce. Zwiedzamy na przykład fragment dzielnicy, okolice mostu, ciekawą ulicę, itp. I tak od przystanku do przystanku na takim spacerze można dowiadywać się ciekawych rzeczy o Warszawie, jej historii, architekturze, ludziach, itd.

Jakie tematy są poruszane? Wszystkie. Biorąc za przykład wspomniany wcześniej „Wieczorny spacer z adrenaliną po Łazienkach Królewskich”, przewodnik opowie m.in. na następujące pytania:

– Dlaczego w Łazienkach należy uważać na raki?
– W którym budynku mieszkał Król Fotel?
– Jakie ważne wydarzenie miało miejsce w parku w 1262 roku?
– Gdzie w Łazienkach ucztowały kiedyś wampiry?
– Jak okopy Lubomirskiego miały chronić Warszawę przed dżumą?
– Kto obciął głowę swojej ukochanej?
– Gdzie mieszkał zamordowany prezydent Polski?

I wiele, wiele innych… Aha, zadawanie także własnych pytań jest wysoce wskazane (przynajmniej na tych spacerach, na których ja byłem). Na koniec można przewodnika uhonorować napiwkiem (oraz brawami) za przygotowanie ciekawej trasy i wykładu.

Zwiedzaj swoją miejscowość, nie pękaj

Warszawa w pigułce

Spacer po Filtrach warszawskich

Ja w zasadzie odkryłem tę formę zwiedzania Warszawy stosunkowo niedawno, ale już miałem okazję być na kilku, jeśli nie kilkunastu takich spacerach (i jednej przejażdzce rowerowej) po Warszawie. Jeśli mieszkasz albo bywasz w Warszawie – korzystaj z tego typu atrakcji, naprawdę warto. Listę organizatorów, całkiem aktualną, możesz znaleźć tu: Darmowe spacery po Warszawie.

Zresztą tego typu wydarzenia nie są charakterystyczne tylko dla Warszawy, takie spacery są organizowane w innych miastach. Ja kiedyś zresztą byłem na takim spacerze pod Mławą – szlakiem mławskiej linii Maginota. Także nie tylko Warszawa w pigułce, ale możesz odkrywać też Kraków, Gdynię czy Poznań w pigułce. Ciekaw jestem czy Ty w Twojej okolicy też bierzesz udział w tego typu wycieczkach? Podziel się swoimi wrażeniami w komentarzach.

W ostatnim czwartek (27 września 2018 r.) miałem przyjemność być pełnomocnikiem Klienta przed Naczelnym Sądem Administracyjnym. Chodziło o dużego producenta elektroniki użytkowej oraz wysokiej jakości wyrobów medycznych. Przedmiotem sprawy była stawka VAT na wyposażenie aparatów USG. Klient zamierzał w interpretacji indywidualnej potwierdzić możliwość stosowania obniżonej stawki VAT do dostaw swoich wyrobów oraz ich wyposażenia.

Myślę, że przybliżając Ci kilka faktów dotyczących tej sprawy nie naruszę tajemnicy zawodowej. W końcu uzasadnienia orzeczeń obu instancji i interpretacji będącej przedmiotem postępowania są powszechnie dostępne.

Stawka VAT na wyposażenie aparatów USG

Stawka VAT na wyposażenie aparatów USGPo pierwsze, wygraliśmy! Sąd orzekł w prawomocnym wyroku o sygn. akt I FSK 1901/16,  że restrykcyjne stanowisko ministerstwa nie jest prawidłowe. Po drugie, co ważne, była oto praca zespołowa. Klienta reprezentowaliśmy razem z prawnikami z kancelarii Fairfield – adwokatami Oskarem Lutym i Bartoszem Świdrakiem. Ale po kolei.

Tym razem „kaliber” oraz skomplikowanie wyrobu medycznego jak i jego wyposażenia były duże. Nie chodziło o zwykłą kulę ortopedyczną czy oprawkę okularową, ale o zestawy ultrasonograficzne w postaci jednostek centralnych (zestawu komputerowego i dysku twardego), ekranu LCD lub LED, specjalnej klawiatury oraz niezbędnego oprogramowania. Aparty USG nie funkcjonowałyby bez sond sprzedawanych w zestawie lub oddzielnie. Bez nich sprzęt USG byłby po prostu bezużyteczny. Różne sondy służą do diagnostyki różnych organów, mają zróżnicowaną wrażliwość i dokładność odczytu. Słowem, nie da się ich zastosować z innym sprzętem niż dany aparat USG i w innym celu niż badanie USG.

Firma wyraźnie wskazała, że przedmiotem jej zapytania nie były inne urządzenia peryferyjne (myszka, drukarka, etc.), które mogłyby być używane z powodzeniem z innymi urządzeniami.

Oczywiście wszystkie wyroby i całe ich wyposażenie były dopuszczone do obrotu na terytorium Polski w rozumieniu ustawy o wyrobach medycznych. To znaczy posiadały znak CE oraz deklarację zgodności potwierdzające, że wyroby pozostają w zgodności ze stosownymi przepisami Dyrektywy 93/42/EWG dotyczącej wyrobów medycznych. Klient zgłosił ich wprowadzenie do obrotu do stosownego urzędu. Uwaga, trzeba nabrać powietrza, żeby wymówić całą nazwę tego urzędu ;-). Chodzi oczywiście o Prezesa Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

Cóż jeszcze miał zrobić nasz Klient żeby zastosować obniżoną stawkę VAT do sprzedaży sond do aparatów USG? Według NSA zrobił wystarczająco dużo. Według Ministerstwa Finansów, niestety nie.

Spór z MF o wyposażenie wyrobów medycznych

8% stawka VAT na wyposażenie aparatów USG nie jest jedynym przykładem sporu z fiskusem w tym zakresie. O szczegółach tych sporów pisałem niedawno we wpisie dotyczącym sporów o soczewki korekcyjne (wyrób medyczny) i oprawki okularowe (wyposażenie wyrobu). Przypomnę, że ministerstwo z uporem godnym lepszej sprawy broni stanowiska, że oprawki jako wyposażenie wyrobu medycznego powinny korzystać ze standardowej stawki VAT.

Ale stanowisko ministerstwa nie jest prawidłowe – co już potwierdzały sądy administracyjne obu instancji. Ministerstwo bierze pod uwagę zbyt wąską definicję wyrobów medycznych. To znaczy tą określoną w art. 2 ust. 1 pkt 38 ustawy o wyrobach medycznych. A nie szerszą definicję zawartą w art. 132 tej samej ustawy.

Gdyby przyjąć za prawidłowy tok myślenia MF, nie tylko dostawy sond do aparatów USG czy oprawek okularowych, ale także zastawek serca podlegałyby podstawowej stawce VAT. Stanowisko ministerstwa oznaczałoby również wyższe ceny dla nabywców wyrobów medycznych. Czyli pacjentów szpitali i jednostek leczniczych. Ani pacjenci, ani szpitale nie odliczą podatku od towarów i usług naliczonego przy sprzedaży tego typu towarów. Tak więc stosowanie 23% stawki VAT do dostaw wyposażenia wyrobów medycznych oznaczałoby większe koszty funkcjonowania służby zdrowia. Tym bardziej stanowisko Ministerstwa Finansów dziwiło. I tym bardziej cieszy, że sądy administracyjne bronią logicznej wykładni przepisów VAT

*****

Stawka VAT na wyposażenie aparatów USG to tylko wierzchołek problemu. Za chwilę zresztą cały kołowrotek ze opodatkowaniem VAT wyrobów medycznych i ich wyposażenia rozkręci się na nowo. Pamiętasz o nowej wersji matrycy VAT, która (chyba) wejdzie w życie do 2019 r. i o której pisałem już wcześniej? Ciekawe, jak stawki VAT do dostaw wyrobów medycznych i ich wyposażenia zostaną uregulowane w jej nowej wersji. A o tym jak przygotować się do nowej matrycy VAT – pisałem tu.